Skocz do zawartości
Sobier

Alpy & Dolomity 2017

Recommended Posts

Sobier   

Tak jak w poprzednich latach tak i w tym roku nie mogło zabraknąć takiego wyjazdu.

W terminie 04.08 - 12.08.2017 razem z @Sysgone wybieramy się w okolice szwajcarskiej miejscowości Andermatt.

Cel wyjazdu jak co roku ten sam tzn winkle, winkle i jeszcze raz winkle :).

 

 

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Piootr   

Cieszę się, że wyprawa trwa. Tak jak w 2015 i 2016. Żałuję bardzo, że w trzeciej edycji zabraknie mojej osoby. Sobier i Sysgone - miłej wyprawy i wracajcie szczęśliwie (unikajcie Mikulov) i czekam na codzienne relacje z trasy.

 

Pozdrawiam Piootr

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
irasko   

Maciek, śledzę wątek...szerokości panowie...!OKK

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
arturas   

Wsoaniałości i diżo radości z jazdy na całej trasie. Prosimy o focie z każdego przystanku.

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
krys70   

Szerokości i pogody Wam życzę
Bawcie się dobrze ,pozamykajcie opony i wracajcie szczęśliwi
Każde foto przyjmę z radością....

zeby lato trwało przez okrągły rok

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
pawel883   

Szalejcie ile się da bo to pomaga wytrzymać do następnego wyjazdu.Oby powrót był na slicach ,takiej gonitwy wam życzę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
.maniek   

Co tu taka cisza Panowie?

Dawajcie jakieś zdjęcia i relacje z wyjazdu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ta jest... Tapatalk naprawiony, więc Upload'ować nam tu jakieś obrazy! :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
DYSIA   

Czekamy na dzisiejsza relację. Miłego śmigania:D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sysgone   

Zrobiliśmy dzisiaj z 2000 zakrętów, nie było jak pisać. Za chwilę wrzucę 1-szy dzień, a Sobier dorzuci fotki

Wysłane z mojego Philips V377 przy użyciu Tapatalka

To, że wrócę w Alpy, wiedziałem już podczas zeszłorocznej wyprawy. Do uzgodnienia zostało z kim i w jakim terminie przyjdzie mi tam zawitać. Rozmowy na temat wyjazdu zaczęliśmy prowadzić z Sobierem i Alfim już jesienią. Zaczęło się planowanie tras, wyszukiwanie najbardziej optymalnych dla nas, czyli najbardziej krętych i wymagających technicznie. Ponieważ celem naszych wypraw jest zawsze jazda samą w sobie, dlatego wymyślając kolejne odcinki, staraliśmy się, aby trwały one ok. 8-10h plus czas przeznaczony na odpoczynek i posiłki. Mogliśmy sobie na to pozwolić, bo nauczeni doświadczeniem z poprzednich wypraw, postanowiliśmy zarezerwować hotele odpowiednio wcześniej.

W efekcie mieliśmy gotowy plan wyprawy już wczesną wiosną i mogliśmy przystąpić do rezerwacji noclegów.

Sobier nalegał na pierwszy nocleg w Wiedniu, bo miał nadzieję na wypicie kawy w najstarszej kawiarni wiedeńskiej, w której podobno pijał sam Adolf H.

Niestety w międzyczasie z wyjazdu zmuszony był zrezygnować Alfi, nikt inny nie chciał się dołączyć, zatem postanowiliśmy jechać w kameralnym gronie, prowadzący (Sobier) i zamykający (Sysgone).

Wyjazd zaplanowaliśmy na piątek, o godzinie 6:00 aby jak największą część trasy pokonać zanim zaczną się zapowiadane na ten dzień upały.  Z punktu zbiórki w Jankach udało nam się wyjechać z lekkim opóźnieniem, trasa do Wiednia, zgodnie z oczekiwaniami była nużąca i niezbyt obfitująca w zakręty. Ot podróż autostradą. Poza obowiązkowymi tankowania mi, nie działo się nic wartego odnotowania. Czechy przywitały nas deszczem, pozwoliły wyschnąć, po czym znów zmoczyły i znów wysuszyły, Austria natomiast przywitała nas niesamowitym upałem. Termometr w T-Maksie Sobiera, ktory stał w cieniu wskazał 37*C, w moim pokazała się na wyświetlaczu wartość 40*C, ale raczej była większa, tylko Yamaha ograniczyła wyświetlanie wyższych wartości od  40*C. W Wiedniu, po zakwaterowaniu się,  ruszyliśmy na zwiedzanie miasta, ze szczególnym uwzględnieniem poszukiwanej przez Maćka kawiarni. Pomimo lekkiego zachmurzenia, spacer po rozgrzanym Wiedniu nie należał do przyjemności. Totalny brak ruchu powietrza, ciepło oddawane przez ulice i budynki, powodowało, że czuliśmy się jak w suchej saunie. Z przyjemnością zatem usiedliśmy przy stoliku w Cafe Centrale, aby wypić filiżankę kawy. Ponieważ jednak nie samą kawą człowiek żyje, zaczęliśmy się rozglądać za czymś do jedzenia. Google podpowiedziały nam, że jesteśmy niedaleko najlepszych sznycli w Wiedniu. Grzechem byłoby zatem nie sprawdzić, czy czasem recenzja nie była przesadzona. Wylądowaliśmy w małej, klimatycznej knajpie. A właściwie,to wylądowaliśmy w jej najniższym pomieszczeniu, co okazało się bardzo dobrym wyborem. Bo jak pamiętacie z lekcji fizyki, najzimniejsze powietrze jest najniżej. Zamówione sznycle z ledwością mieściły się na okazałych talerzach. W smaku “niebo w gębie”, istotnie recenzja nie kłamała. Przyjemność konsumpcji potęgowało towarzystwo uroczej dziewoi. Aż nie chciało nam się stamtąd wychodzić. Ale czas nie jest z gumy, masa kilometrów przed nami, nie pozostało nam nic innego jak tylko wracać do hotelu. Zrobiliśmy na piechotę ok. 15km. Rano śniadanie i w drogę.



Wysłane z mojego Philips V377 przy użyciu Tapatalka

Parę fotek4006a848126e67fa6270f3853f992fb9.jpg89bb3da3c4da0f3e79542bb685bcf60d.jpgfa2514107685e239ab792980e0e2134e.jpg654ac5e69b2f545170ba4e13e5b4b3df.jpgd0201ca551578348d12157460eb9547f.jpg33da4c12ac5b85e5d5fa8f5f67a88971.jpg730dd1c88175906e63c4646f06498565.jpgb7db2a59d0e4adce974c6f66068ba453.jpga562e9873b36270d97c19fec87ac18b0.jpg

Wysłane z mojego Philips V377 przy użyciu Tapatalka

a78b76e2b96d1c5e6f8ebf91e143a5ee.jpg6ce975d51a196c40f18b5fda35427bde.jpg04c84ba497211538e2777a61a79c1e36.jpg

Wysłane z mojego Philips V377 przy użyciu Tapatalka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sobier   

Dorzucę coś od siebie
bbb16bddf9876c2cea3a08a64e6ed908.jpg
67c014ad142f387672852b7c8234dbed.jpg
e0df1c1adc890efd66172a86b2a1816a.jpg
da0945282bbd701658e6f12060407900.jpg
63e63fd8dae72adb4ef0fcc7ec22ff2c.jpg
ccf985876ffe3689fb0ea0c462fa6649.jpg
df78e1e46b3ddf866da20c7617d8e4f9.jpg
2f0dad45db47c72d1d738b9287bcac52.jpg
f220964fa2a8569bc331dfd3af01a9a3.jpg
20c2bfe226fa31f17fa4c86690ed070e.jpg
93a0ce49e2238db6431fa81f1ee13f3e.jpg


Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sysgone   

Dzień zaczął się od porządnego śniadania, bo to podobno najważniejszy posiłek w ciągu dnia. A już szczególnie w naszym przypadku, bo przychodzi nam jeść obiad parę godzin po 18:00, o której podobno powinno się jeść ostatni posiłek.

Wyjazd z Wiednia bez problemów, z prędkościami autostradowymi wpadamy na przedpole Alp. Zaczynają się łagodne zakręty, płynnie przechodzące w kolejne. Śmieją się nam buzie pod kaskami. Wiedeń żegna się z nami bardzo przyjemną temperaturą 28*C.

Wyjazd w Alpy od strony Wiednia, to bardzo dobre ćwiczenie przypominające techniki jazdy, których się zapomniało jeżdżąc przez cały sezon po mieście, dookoła dzwonnicy. Pierwsze, łagodne zakręty pozwalają oswoić się że składaniem, planowaniem kąta wejścia i wyjścia z zakrętu. Jeszcze jest w nich czas na poprawki i dużo wybaczają. Gorzej ze znakami drogowymi i austriacką policją. Ta niestety się, gdzie ma się ustawić, by mieć udane polowanie. Maciek niestety miał niefart, że jechał przed nim koleś, który aż prosił się o wyprzedzenie. Niestety policjanci byli czujni i uzbrojeni w miernik laserowy. Skończyło się na mandacie i prikazie, żeby jeszcze przez najbliższe 8 km nie przekraczać 70km/h. I na ostrzeżeniu, że dBkillera powinno się mieć. Nawet jeśli wydech przechodzi testy bez niego (w Polsce). Na szczęście dla nas i naszych portfeli, zakręty zaczęły się zagęszczać, skracać i powodować zmniejszenie prędkości przelotowych. Na którymś z kolejnych zakrętów dokleiliśmy się do sprawnie jadącej ekipy austriackiej. Dwa GS i nowa Africa nie dały się wyprzedzić ale też nie były w stanie nas zgubić. Braliśmy wszystkich równo, po kolei. Czy to samochody, czy inne motocykle. Odpuściliśmy im dopiero w Mariazell, bo nawigacja przeciągnęła nas przez centrum miasteczka. Doszliśmy ich jednak znów, na stacji benzynowej. Sami zaczęli z nami rozmowę, bo byli pod wrażeniem, jak im skrobaliśmy marchewki skuterami. Okazało się, że jeden z nich ma rodzinę w Polsce i biegle mówi w naszym języku. Na co dzień mieszka w Wiedniu, a trasę, którą dzisiaj razem zrobiliśmy, robią z kumplami przy każdej możliwej okazji. Trochę nam to podłechtało ego, bo nie znając trasy, nie daliśmy ciała :-) Inną ważną dla nas informacją było to, że w razie stwierdzenia zbyt głośnego wydechu, wredny policjant może zabrać blachy.

Po zatankowaniu oni ruszyli spowrotem na Wiedeń, a my w kierunku Palluzy. Ile pokonaliśmy zakrętów, nie mam pojęcia. Ale skromnie licząc 3 zakręty na kilometr ( a sądzimy, że mogło być ich więcej), wychodzi nam jakieś 1200-1400 zakrętów. Przejeżdżając przez jedną z miejscowości, zauważyliśmy na nawigacji bardzo krętą drogę wiodącą w góry. Ponieważ niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, zatem musieliśmy sprawdzić, jak się tamtędy jedzie. Okazało się, że wjechaliśmy drogą serwisową, szerokości 1 samochodu na górę stoku narciarskiego. Zjechaliśmy drugim zjazdem, w połowie którego zauważyliśmy znak zakazu ruchu. Ponieważ mieliśmy do wyboru przejechac ¼ drogi na zakazie, albo powrót po własnych śladach, wybraliśmy jazdę do przodu. I przez 200 metrów było dobrze. A później zaczął się szuter :-) Po raz pierwszy jechałem T-Maksem po takiej nawierzchni. Z całego serca NIE polecam :-)

Tak, czy inaczej, udało nam się dojechać do asfaltu i tym razem, już bez zbaczania z drogi, ruszyliśmy do miejsca kolejnego postoju. Do hotelu dotarliśmy na 20:00. Meldujemy się z Ostarie da Alvise.77c4d03e18184ef2ea34e9425e71ab28.jpg433516f0c61e9d0ea609e0629bc48276.jpgada7a2769ffd75da12d417e71b6aca8a.jpg19958a64404696a8ed517f51abe49757.jpg799c427a6b4ce95caa160e53059c54e3.jpg0eb08b420bd5d560caf58ed419f9fbce.jpg6adb840fda282c3df1030f0117327167.jpg8e3ac48eb94616776202dc6fa27d96de.jpg98caa1b2792fd243633fea55ef34de4f.jpg

Wysłane z mojego Philips V377 przy użyciu Tapatalka

Byłbym w ferworze walki zapomniał: po wjechaniu na asfalt, dojechaliśmy do zderzaka autochtona w Seacie Toledo, który przez prawie 20km robił wszystko, by pozbyć się z ogona naszych skuterów. Biedny nie zdawał sobie sprawy, że nie wyprzedzaliśmy go tylko z jednego powodu - potrzebowaliśmy łosia na ewentualność ponownego spotkania policji :-)

Wysłane z mojego Philips V377 przy użyciu Tapatalka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sysgone   

Nocleg w Sutrio zaliczony. Śniadanie niestety trochę ubogie, nie umywa się do szwedzkiego stołu. Widać Włosi żyją miłością, albo nadrabiają innymi posiłkami. Tak, czy inaczej po śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Dolomity powitały nas temperaturami zbliżonymi do +30*C. Plan na dziś zakładał zrobienie ok. 400km pomiędzy Sutrio a Bormio. Pewnie google maps pokaże Wam sporo krótszą trasę, ale pamiętajcie, że “proste drogi są dla leszczy”. Z Sutrio ruszyliśmy na południe, do Tolmezzo, a stamtąd na zachód, drogą SS52

Jadąc zauważyliśmy na każdej bocznej ulicy “drogowców”, którzy na coś czekali. Na co, okazało się po paru minutach. Z na przeciwka zaczęły nadjeżdżać motocykle policyjne oraz techniczne wyścigu kolarskiego. Zostaliśmy zatrzymani na poboczu, dzięki czemu udało nam się wykonać parę zdjęć oraz nagrać film z przejazdu peletonu. Obaj byliśmy pod ogromnym wrażeniem odwagi kolarzy. Na nasze oko chłopaki zasuwali z góry co najmniej 60km/h a może nawet bliżej 80km/h. Po paru minutach ruch został przywrócony i mogliśmy ruszyć w dalszą trasę. Naszą uwagę przyciągnęła wielka, 56 metrowa zapora, oraz jezioro stworzone przy niej, o turkusowej wodzie. Tama znajduje się w miejscowości Auronzo di Cadore. Zaczęły się przełęcze. Misurina z pięknym jeziorem i Tre Croci. Stamtąd ruszyliśmy w kierunku Cortiny di Ampezzo. W Cortinie znaleźliśmy nieczynny tor saneczkowy a nadciągającą burza nie pozwoliła nam się nim długo zachwycać. Ruszyliśmy w dalszą drogę, wybierając na rozwidleniu dróg Passo Falzarego. Alternatywą była trasa Giu. Ale ją pokonaliśmy w zeszłym roku, zatem przegrała w głosowaniu. Niestety na górze dopadła nas burza. O ile gwałtowna zmiana temperatury z +30 na +16 jest nieprzyjemna, o tyle taka zmiana połączona z oberwaniem chmury robi się już niebezpieczna. Postanowiliśmy przeczekać burzę w sklepie/barze, na szczycie przełęczy. Po pół godzinie nieustającego deszczu, doszliśmy do wniosku, że dalsze oczekiwanie nie ma najmniejszego sensu. Założyliśmy (poniewczasie) ubrania przeciwdeszczowe na nasze zmokniete kurtki. A właściwie, to ja założyłem przemoczoną kurtkę, której było już wszystko jedno na kurtkę przeciwdeszczową i ruszyliśmy drogą SP24 ( Passo Campologno ) w kierunku Arraby. Arrabę poznałem w zeszłym roku, piękne miasteczko, otoczone z każdej strony górami, do którego prowadzą świetne trasy motocyklowe. Aczkolwiek zimy tam nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Chyba tylko skutery śnieżne są w stanie tam dotrzeć. W Arrabę zaczęliśmy gorączkowe poszukiwanie stacji paliw, bo od 20km jechaliśmy na migającej rezerwie. Tubylcy wskazali nam 2 stacje - najbliższą, oddaloną o 7km, ale w zupełnie przeciwnym kierunku, albo kolejną, oddaloną o przeszło 20, ale po drodze do naszego hotelu. Ponieważ decydował czas, zatem postanowiliśmy zaryzykować i pojechać zgodnie z wytyczoną trasą, do Canazei. Do zbiornika udało się wcisnąć 14l paliwa, pokonałem do tankowania 313km, co jest moim oficjalnym rekordem. Ale wolałbym go nie powtarzać ;-)

Ze względu na niedzielę, późna godzinę i dużą odległość od hotelu, postanowiliśmy przy okazji tankowania w Canazei, zjeść tam obiad. Postępując zgodnie z zasadą “ jeśli wpadłeś między wrony, musisz krajać jak i one”, zamówiliśmy typowe danie włoskie, czyli pizzę. Samą pizza dobra, ale sos dają na nią taki, że od razu smakuje 2 razy lepiej. Po obiedzie znów wbiliśmy się w ciuchy, które na szczęście zdążyły lekko podeschnąć i wykorzystując przerwę między kolejnymi opadami, ruszyliśmy w kierunku Bormio. Nawigacja optymistycznie podpowiedziala, że uda się nam zameldować w hotelu o 22:00. A my naiwnie jej uwierzyliśmy.

Trasa z Canazei do Vigo Di Fassa, to cała masa małych wiosek, naszpikowanych fotoradarami. Jeśli ktoś jechał nad polskie morze, to jest sobie w stanie wyobrazić, o czym piszę. Z Vigo Di Fassa skręciliśmy na SS241, Costalungę i nią dojechaliśmy do Bolzano. Z Bolzano do Merano przeskoczyliśmy autostradą, co pozwoliło lekko nadgonić trochę czasu. A dalej, do Spondigny jechaliśmy drogą SS38, której numer pewnie nikomu nic nie mówi i znów musieliśmy uważać na fotoradary. W Spondignie skręciliśmy w lewo, ciągle będąc na trasie SS38, ale od tamtego miejsca zaczyna ona nosić nazwę, która każdemu świadomemu motocykliście podnosi ciśnienie, włącza ślinianki i potliwość dłoni. Chodzi oczywiście o legendarną Passo Di Stelvio. W necie jest masa wiadomości o niej, kupę filmików z przejazdu, informacji o ilości i trudności zakrętów, więc nie będę Was zanudzać szczegółami. W każdym razie, jest ona Mekką motocyklistów. W zeszłym roku pokonałem ją na odcinku Bormio-Trafoi-Bormio w deszczu, przy kilku stopniach na plusie i przy padającym śniegu na szczycie. Sądziłem, że to było hardcorowe i szalone. O jakiż ja byłem głupi i naiwny :)

W tym roku przyszło nam się zmierzyć z tą trasą nie tylko w deszczu, chłodzie ale przede wszystkim w ciemnościach. To dopiero jest przeżycie! Chociaż z drugiej strony, były i plusy. Prawdziwi motocykliści już dawno sączyli piwo po knajpach lub spali w okolicznych hotelach, nikt się nie kręcił po drodze, światła pojedynczych samochodów było widać z daleka a za to nie było widać przepaści, co może mieć znaczenie dla osób bojących się otwartych przestrzeni. Wyjazd na górę, obowiązkowe fotki dla potomnych (żebym na starość mógł się chwalić wnukom, jaki to dziadek był porąbany), zanotowanie temperatury +6*C i zjazd na złamanie karku w kierunku Bormio. W hotelu zameldowaliśmy się o 22:30 i po uzupełnieniu płynów udajemy się na w pełni zasłużony wypoczynek. Jutro będzie jeszcze intensywniej, powitamy Szwajcarię. Dobranoc.

IMG_20170806_225228.jpg

IMG_20170806_173024.jpg

VID_20170806_140245.3gp

IMG_20170806_191008.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sobier   

d961d0539daab417f7f233e85efed093.jpg
75299e34ad8e78ee29b1f672eb8e6a3d.jpg
3ebe9e024c18ebaac3d1b3fbfd11db2f.jpg
5b7e41edcba88ba2ba57bd9dfbfd4e46.jpg
60593fdc5eea1f6a2cf170e9b8c99cba.jpg

Reszta zdjęć wieczorem bo zakręty wzywają :P

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sobier   

Jest chwila cos dorzucam
2b840fbcec1408f4621095b36efe6d34.jpg
Świeży asfalcik
07d12fe4e9cfadae6663cda995ba36f9.jpg

I cała reszta z wczoraj
999def11f7e6a9de3e275b44af8cd38a.jpg
4751c8eb7534e9dcfce0f5de11e2d7e3.jpg
c072fea31caaf26a611c4158fed45899.jpg
bb4397e4565e0eec170d89db97e14f6b.jpg
219fc634d0ade5ecc4f619a748dc26de.jpg
Tor bobslejowy
55e2b760d96a1f68e8cb57cc17b45be6.jpg
f2ee45e6275163e37a53b5b087fb72c8.jpg
Tego nie mogło zabraknąć
ac8aac5fac5ffb875c7a47351fe35e2e.jpg
3bd289ae0edbaf0b89a3e221aad258f2.jpg
483e8479201cfe0eb69f3aa1c7a5932d.jpg
b6ae7d57a2b008a10210c37164b5937f.jpg
65305a58386e79e999e60cdb2f7403bc.jpg
ed4dbc52363e7220fefbf9311aecef3c.jpg
29adf124e7a135929bd5870ed9d8da14.jpg
05d8dbfb66f4b660115349ff32f16f89.jpg
Włoska przekąska
473c18b8d15d4fc775df52bc9f518b4b.jpg
I w drogę
e0b72990a3b4a2bcd36615cffa5ad562.jpg
716900134ec655bee25f627e6a38f3bb.jpg
I trochę adrenaliny na zakończenie dnia czyli " Stelvio by night " godz 21:00
02282f1f31b24b962d252456889416dd.jpg
50 minut później na szczycie
c43b5adb3ec9dd971a8c57eaf83659e2.jpg
Dodatkowo trochę popadało i temperatura troszkę spadła :)
3197bca7cceeac4388816f8c3a13b64f.jpg
d3920d802daebf680259807534b36e43.jpg
A na dobranoc tradycyjnie
c2da53191b2f3a4604f55e787b8292d5.jpg








Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sysgone   

Bormio(IT) - Wessen(CH)

Coraz dalej od domu, coraz bardziej zużyte opony, a jeszcze trzeba jakoś wrócić. Dlatego postanowiliśmy dzisiaj ścierać głównie boki. Bo wiadomo, że jeżdżąc po prostej, wyciera się środek, a w zakrętach - boki. Plan zatem zakładał maksymalne unikanie prostych.

Z hotelu ruszyliśmy w kierunku Stelvio, ale nie wjechaliśmy na nią, tylko skręciliśmy na Livigno. Miejscowość ta słynie ze strefy wolnocłowej. Dzięki tej, po raz pierwszy na tej wyprawie, licznik litrów benzyny szybciej nabijał jednostki od licznika cen. Dla porównania, średnie ceny E95:

Austria 1.15E

Włochy 1.50E

Livigno (Włochy) 0.97E

Szwajcaria 1.45CHF

Po szybkim zatankowaniu ruszyliśmy w kierunku Sankt Moritz. Tuż za Livigno zatrzymaliśmy się, by zrobić parę fotek na tle lodowca i jeziora o turkusowej wodzie. Drogi w Szwajcarii przebijają jakością nawet austriackie. Szybkie zakręty, ostre zakręty, dla każdego coś dobrego. Czysty asfalt i rowy odprowadzające wodę w taki sposób, żeby po deszczu nie zostawało błoto na drodze. W Bieszczadach tak nie ma ;-)

Udało się potwierdzić niemożliwość zamknięcia Dunlopa Sportmastera bez demontażu podnóżek centralnych. I Maciek i ja drapaliśmy podnóżkami po asfalcie. Udokumentowaliśmy to na zdjęciach. Droga prowadziła przez piękny kanion o pionowych ścianach, całą masę tuneli i serpentyny, z agrafkami, które bez wstydu można porównać do tych że Stelvio. A produkcję tuneli, Szwajcarzy opanowali chyba do perfekcji.

Z St. Moritz ruszyliśmy na drogę San Bernardino, która wije się malowniczo dookoła drogi szybkiego ruchu nr 13, Bellizona-Chur. Drogą tą dotarliśmy na szczyt przełęczy, na wysokość 2066 m n.p.m. Temperatura spadła na szczycie do 16*C. Po obowiązkowej sesji fotograficznej i zakupie pamiątkowej naklejki, ruszyliśmy w dalszą drogę. Teraz wybraliśmy trasę San Gottardo, która doprowadziła nas do dzisiejszego noclegu w miejscowości Wessen. Jutro, na “deser” zostawiliśmy sobie trasę Tremola. To będzie wisienka na torcie.
https://goo.gl/maps/mY7GscQqUKu

 

IMG_20170807_211619.jpg

IMG_20170807_185117.jpg

IMG_20170807_192324.jpg

IMG_20170807_154511.jpg

IMG_20170807_175034.jpg

IMG_20170807_154442.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Piootr   

Czekam na foty od Sobiera, bo te które wrzuca Norbert są nie widoczne na iOS. Opisy palce lizać. Po powrocie oponki macie do wymiany.



Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sobier   

Mówisz i masz :)
57d2300d5af76ed92a5011968e935501.jpg
8945e146d6a961da77e8f74f90cb8a73.jpg
0add76d1bda5704acfe05c2f4b38e8d3.jpg
bfdca6b889102fdb63ed7c27fce75769.jpg
3cd0278a8a259e61b3baed460a230ffc.jpg
d3106ced15e2e65901e6e4cf19b19486.jpg
ad963809ed874b7405c0c6074c0fdd92.jpg
abbddbc416affc61bea95f8b6c3ef7ee.jpg
0420af537e7028f158f2c6f79941802b.jpg
accb0e671610d6297a782a60008d2fec.jpg
Dowód na to że opony niestety nie da się zamknąć
be60869e7f7465a81eb031d9aad96821.jpg
083dcaf840f22dc32e6e456d7315dbb6.jpg
2bb83187a0850ea485a6abdba0a2e4bc.jpg
04a460cba4efde6b6e4697c0060d3344.jpg
654cdcd3e8cfdb02d44f6e7b80565c80.jpg
4825dc78739290b59f64a2b08c8be650.jpg
839321e4e9bd844dda15edfba45260be.jpg
366a8d400c96b1caecb38a5c25e57a27.jpg
5feca22ba87c750416f12404cbb57138.jpg
7db671b597aade6d9e53442c53e1fc46.jpg
c2bece4b5930f037868807a97a3a6393.jpg
e6922d886297b3fbbbe7821f7171dd55.jpg
7193982230b616d02a50ea0f6d194ae6.jpg
74627fd31e6270dab57d69624138e6ab.jpg
acc441fb3401396794c2896abaff7ba0.jpg
04c20823fd6c077324d0b742370ef8cb.jpg


Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Xtra fotki, genialne widoki i fajny opis Sysgone, dzięki któremu czuję jakby jechał z Wami ;)

Nie wrzucajcie widoków żarcia :excl: :sp_ike:

 

9 godzin temu, Piootr napisał:

Czekam na foty od Sobiera, bo te które wrzuca Norbert są nie widoczne na iOS.

Piotruś... utylizuj ten jankeski wynalazek :twisted:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Alpy są najpiękniejszymi górami, jakie w życiu widziałem, niezależnie od tego, po terytorium którego kraju przyjdzie zwiedzać.

Moje marzenie to kiedyś wybrać się tak jak Wy, w trasę jednośladem, z niecierpliwością więc czekam na resztę relacji, a tymczasem karmię oczy zdjęciami już wrzuconymi!

Przepiękne miejsce na Ziemi! :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Sobier   

Dlatego staramy sie co roku tu być :)

7 godzin temu, MariuszBurgi napisał:

Xtra fotki, genialne widoki i fajny opis Sysgone, dzięki któremu czuję jakby jechał z Wami ;)

Nie wrzucajcie widoków żarcia :excl: :sp_ike:

 

Piotruś... utylizuj ten jankeski wynalazek :twisted:

Żarcie musi być :P

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×